Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2009

sport wypiętych tyłków



Mecz zaczął się dla Plamka od zagłębiania się w działanie jeżdżącej maszyny do przywracania gładkości tafli. Nie za bardzo był to w stanie pojąć. Spodobał mu się sam fakt zamiany zrytego matowego w równe błyszczące. No i czy trzeba mieć do jeżdżenia takim wózkiem jakieś specjalne kwalifikacje?





Po powrocie do domu i wywołaniu zdjęć na ekranie Plamek zwrócił uwagę, że w zasadzie wszyscy hokeiści dawali się sfotografować w takiej specyficznej pozycji... i bramkarz, i sędzia - jak jeden mąż ;-)

Jednak ogromny podziw budzą ci sportowcy, gdyż są w ciągłym ruchu i jeszcze nie spuszczają z oka takiego małego krążka (zwanego też szajbą)!



Kibice Cracovii dali radę, choć ciągle wielu rodziców nie zdecyduje się, żeby zabrać z sobą na mecz dzieci (mimo że te wchodzą za darmo, a kobiety za złotówkę, przy czym otrzymują odwrotnie proporcjonalny wielkościowo bilet).



Cracovia - Podhale Nowy Targ 3:2 (0:0, 2:0, 1:2)
Posted by Picasa

wtorek, 6 stycznia 2009

zwody zimą

Wczoraj zasypało miasto. Śniegiem, a nie np. pyłem z Huty ;-)

Teraz jak Plamek idzie, to nie jest mu łatwo zgubić (wyimaginowany) ogon. Zostawia ślady. Bez odpowiedniego obuwia trudno jest mu zboczyć z wydeptanych ścieżek miejskiej dżungli. Z tego samego powodu musi się często snuć za jakąś wolno człapiącą staruszką i nie może pójść na skróty.

Ale nie denerwuje się. Nie rusza go mróz - w uszy grzeją przecież słuchawki-nauszniki oraz ciepła z nich muzyka, czapka z takim małym daszkiem i kaptur. Nikt nie nastaje też na jego życie, więc mylenie ewentualnego pościgu to czysty wymysł fantazji.

niedziela, 4 stycznia 2009

tzw. Sylwek

Przyjechał Plamek z Plamkową, swym bratem i bratową do Pragi dzień wcześniej. Dzięki błądzeniu (bo GPS się wypiął) zobaczył po drodze ładne zimowe krajobrazy północnych Moraw.



Bez bąbelków, bez fajerwerków - głównie przez jakieś żołądkowe jazdy Plamek po prostu się dobrze wyspał z 31 grudnia na 1 stycznia i niczego nie żałował, jak się już obudził. Wziął swą panią P. na zwiedzanie Much i okolic Kafki, zresztą na kawkę też. W Pradze nie tylko piwo można, po którym jak wiadomo chce się...



No i wykorzystał to jeden taki David. Olewanie Czech, nie? Ale Plamek lubi i nację całą, i stolicę samą. Nie olewa.



Po zjedzeniu paru kasztanów, namówił resztę swojej wyjazdowej ekipy oraz jednego prawie miejscowego, by zajrzeć do tyłka posągom artysty Czernego (tego właśnie Davida). W ogóle to już wcześniej udało mu się w Lucernie pokazać im św. Wacława na zdechłym koniu wiszącym za nogi.

Na koniec Plamek zorientował się też, że Czesi mają podobny stosunek do świata:


środa, 24 grudnia 2008

no L, no logo, no errors, Noël

- Elegancko... - pomyślał Plmk patrząc na napis „24 grudnia sklep czynny do 15.00”. - Lubię działać pod presją czasu, więc te 3 godzinki będą akurat.

Dość powiedzieć, że się nie przeliczył. Ostatnie prezenty udały mu się znakomicie, no może nie będzie zapeszać, w końcu to odbiorcy o tym zadecydują. Wkurzał się tylko na atmosferę świąt podsycaną w molochu Galerii Krakowskiej wyłącznie piosenkami, które zawierają słowo kristmas.

Musicie wiedzieć, że Plmk przyciśnięty pod mur i muszący się opowiedzieć za ulubioną kolędą, najpierw się wzdrygnie, potem zasępi i na koniec wymamrocze najpewniej „Bóg się rodzi”.

Druga połówka Plmk przygotowała poniższe. Nic już dodać, nic ująć.