wtorek, 28 lipca 2009

burek, jezioro, droga



wspaniałe góry na trasie Sarajewo-Mostar

burek - potrawa smakowana w bok od głównej drogi.



burek - tłusty i ciężkostrawny - prawie umartwił Plamę, który nad jeziorem pomógł sobie żołądkową gorzką i drzemką, a Plamowa w tym czasie do błysku doprowadziła szyby i lustra czarnego kombi

do Sarajewa



pierwszy i główny szok plamturyści przeżyli obserwując ciągle obecne po obu stronach drogi postrzelane fasady budynków, opuszczone domy, miejskie pustostany. gdzie te zadbane chorwackie i słoweńskie ogródki i ich dopieszczone podwórka?

zewsząd niespodziewanie przypomina się człowiekowi o wojnie



miasto, w którym zaczęła się pierwsza wojna światowa. to ten most, gdzie książę Ferdynand przywitał się z kulą i pożegnał ze światem



jednak napis na murze przypomina, że śmierć przychodzi też z innych stron



trwa odbudowa podpalonej przez „serbskich przestępców” biblioteki narodowej i uniwersyteckiej BiH. boli serce byłego bibliotekarza



poruszony pomnik dzieci Sarajewa. ładny, tylko Plamkom jakoś tak nie wyszedł nocą



a w ogóle to Sarajewo tętni życiem. i przesiąknięte jest orientem. islamem. do Plam bardzo to przemówiło, gdyż poczuli się jak w domu, który opuścili rok temu.


poniedziałek, 27 lipca 2009

Ptuj, w Słowenii



otrok po słoweńsku to coś w okolicy dziecka, a u braci Czechów tyle co niewolnik. u innych Słowian zawsze się znajdzie coś zaskakującego: jakieś nowe znaczenie, połączenie, odwrócenie

natknęli się Plamkowie na zdjęcia weselne. Plamczyna nie mogła się nadziwić druhnom, czego to one do aparatu nie pokazały, nie wygięły, nie objęły!




a miasteczko przyzwoite. jest trochę do pochodzenia, czuje się trochę taki studencki klimat nawet. zabytki: kościoły, zamek, brukowane uliczki. po drugiej stronie rzeki - termy



już w Ptuju czaiła się na plamturystów, zasadzała się co zaułek, co załom, co róg...



...kawa. no i na niej to skończyli w klubie ptujskich studentów (co tam, do jasnej Anielki! można studiować?!)